środa, 11 grudnia 2013

Jeden


Nie pragnij być lepszym od innych. Najpierw bądź samym sobą.



 Wbiegam zdyszana do autobusu, przykładam swoją kartę miesięczną do licznika i idę zająć wolne miejsce. Siadam od okna, wkładam słuchawki do uszu i wyglądam za okno. Po chmurny dzień, wieje wiatr. Powoli zaczyna widać pierwsze spadające krople deszczu. Uwielbiam takie dnie. Szczególnie kiedy zaczyna się weekend. Przymykam zmęczone oczy. Czuję dyskomfort w oczach. Nie lubię nosić soczewek. Drażnią moje oczy. Nie mogę się już doczekać kiedy je zdejmę i założę swoje najukochańsze okularki. Autobus zatrzymuje się na moim przystanku, szybko wychodzę z niego mówiąc "do widzenia" i idę w kierunku mieszkania. Wchodzę do windy, wciskam odpowiedni przycisk i zmieniam piosenkę na hard rocka. Powoli wychodzę z windy. Nigdzie mi się nie śpieszy. W domu i tak nikogo nie ma. Rodzice w pracy. Brat studiuje w Łodzi. Można powiedzieć, że od dłuższego czasu jestem sama. Tata pracuje jest ordynatorem w szpitalu. Rzadko kiedy się widzimy. Ja wychodzę do szkoły on wraca z nocki, jak ma dniówki to widzimy się rano i czasami wieczorem. Mama pracuje jako ginekolog. Zamykam za sobą drzwi, zdejmuje buty i kurtkę. Kieruję się w stronę mojego pokoju. Wyłączam muzykę i zdejmuje słuchawki, podchodzę do szafy, wyciągam z niej czarne rurki i bluzę. Wkładam do swojej czarnej torby szkicownik, piórnik i kilka najpotrzebniejszych rzeczy. Schodzę do kuchni i robię sobie płatki z mlekiem. Wiem, ambitne. Po szybkim jedzeniu idę wziąść szybki prysznic i przebrać się w wybrane wcześniej ciuchy. Gotowa wychodzę z mieszkania, ale zaraz się do niego wracam po rękawiczki. Już chyba wszystko wzięłam. Zbiegam z schodów, dziś z windy zrezygnowałam, a co! Czas schudnąć. W uszach jak zawsze są moje nierozłączne słuchawki, z których wylatuje przyjemny dla ucha jazz. Kieruje się do galerii handlowej, w której kupię sobie nowe ołówki i może pędzle. Tak to dobry pomysł. Szybkie zakupy i teraz kierunek nieznany. Idę po prostu przed siebie. Na szczęście deszcz który pokropił wcześniej nie przemienił się w ulewę, a wręcz przeciwnie od dłuższego czasu nie pada. Jak to się mówi? Nie chwal dnia przed zachodem słońca. O! I jeszcze - wywołałaś wilka z lasu. Tak. To dokładnie to opisuje. Chwile po tym jak pomyślałam o deszczu - zaczął padać. Swoje szybkie kroki skierowałam do najbliższego budynku, którym się okazała hala sportowa. W środku nie było nikogo, prócz jednego ochroniarza, którego przywitałam i z grzecznością spytałam czy mogę schować się tu przed deszczem, na szczęście zgodził się. Rozebrałam się z kurtki i zajęłam miejsce pod ścianą tuż przy oknie. Zmieniłam piosenkę z jazzowego utworu na Happysada.Wyciągnęłam z torby ołówek i szkicownik. Poddałam się muzyce i zaczęłam szkicować to co czuję. Już prawie kończyłam szkicować samotne drzewo na łące, gdy ktoś mnie szturchnął w ramię.

~

I oto jest pierwszy rozdział.
Mam nadzieję, że się podoba.
Zapraszam do komentowania :)